Ostatnio myśli mi przepływały przez głowę "Czemu czekolada?". Tak rozważałam czemu jem czekoladę a potem biegnę do kibla wyrzygać całe 500kcal.... I doszłam do wniosku że uwielbiam jak spada mi cukier, uczucie kiedy cała się trzęsę i nie mam na nic siły. Czemu? Trudniej to wytłumaczyć, ale mam wrażenie że to dlatego że chcę być bezbronna. Wszyscy uważają mnie za silną osobę, samodzielną, taką która zawsze daję sobie radę. A ja chcę być mała krucha i bezbronna. Mieć rycerza który mnie broni, otaczać się przyjaciółmi którzy się martwią.I dlatego spadek cukru jest cudowny, bo wtedy trzeba mnie ratować.
Jak idzie mi leczenie? Nie idzie, wymiotuje to co zjem, a potem głoduję, właśnie znowu nic nie jem od rana, bo impreza wieczorem i trzeba wyglądać chudo.
Wszyscy mówią że znowu schudłam... Nie wiem nie widzę tego, ale tak mówią praktycznie wszyscy, słyszę że wyglądam co raz gorzej. Hah a ja chcę jeszcze troszeczkę mniej.
Idę na siłownie jak dostanę pensję, chciałam iść na konie ale mnie nie stać.... Super.
Nie mam pieniędzy, papierosy się kończą kawa się kończy... kocia karma się kończy... Byle do 13 i przyjdzie marna wypłata....
Prosiliście o zdjęcie mojej sylwetki, nie mam aktualnych zdjęć, ale mam takie z przed miesiąca
Wiem że nie widać na nich dokładnie, ale lepszych nie mam. Generalnie kości widać, znajomi się śmieją że to nie talia a miednica...
Wiem że wyglądam źle, że nikomu już to się nie podoba... ale ja chcę jeszcze troszeczkę, minimalnie. Nie życzę nikomu by wiedział jak ta walka jest bez sensowna, jak nic się nie da zrobić. Nienawidzę codziennego bicia się z myślami że będę zdrowa, ale gruba, lub będę chuda ale chora... Nie rozmawiam już z nikim o mojej chorobie, bo mam dość użalania się nade mną. Nie chce słuchać że jestem biedna, chcę usłyszeć że mam się wziąć w garść i nie płakać.
Chcę być silna.
Przygnębia mnie fakt że nie mogę znaleźć nowej pracy... Nikt mnie nie chcę u siebie w biurze, nawet do mnie nie oddzwaniają.... Do tego walczę z byłym pracodawcą żeby wysłał mi PITY, wszystko spoko tylko czemu muszę się z nim kłócić po angielsku, czemu włoski palant udaję ze nie zna polskiego.
Mój chłopak nie komentuję mojej choroby... nic nie mówi, nie patrzy, udaję że nie widzę. Wczoraj w nocy spytałam się go czy jak dobiję 40kg zauważy mnie. Powiedział żebym sprawdziła. Gubię się w tym wszystkim, wiem że mnie kocha, wiem ze się martwi, ale chciała bym to zobaczyć. Poczuć na własnej skórze. Usłyszeć "Proszę przestań, dla mnie" Bo dla kogo mam zdrowieć? Dla siebie? Dla siebie to ja skoczę niedługo z mostu, dla niego żyję, ale nie prosi mnie o zdrowienie. Jak to w psychiatryku kazali nam mówić "Czuję złość na niego" I to jaką, czuję złość na ojca, macochę, siostrę, Wszystkich którzy widzieli jak się staczam i nic nie powiedzieli, milczeli i udawali że jest spoko. Ha robią to dalej
Optymistycznie was żegnam. Mam nadzieję ze upiję się dziś do nieprzytomności!
Wiem że nie widać na nich dokładnie, ale lepszych nie mam. Generalnie kości widać, znajomi się śmieją że to nie talia a miednica...
Wiem że wyglądam źle, że nikomu już to się nie podoba... ale ja chcę jeszcze troszeczkę, minimalnie. Nie życzę nikomu by wiedział jak ta walka jest bez sensowna, jak nic się nie da zrobić. Nienawidzę codziennego bicia się z myślami że będę zdrowa, ale gruba, lub będę chuda ale chora... Nie rozmawiam już z nikim o mojej chorobie, bo mam dość użalania się nade mną. Nie chce słuchać że jestem biedna, chcę usłyszeć że mam się wziąć w garść i nie płakać.
Chcę być silna.
Przygnębia mnie fakt że nie mogę znaleźć nowej pracy... Nikt mnie nie chcę u siebie w biurze, nawet do mnie nie oddzwaniają.... Do tego walczę z byłym pracodawcą żeby wysłał mi PITY, wszystko spoko tylko czemu muszę się z nim kłócić po angielsku, czemu włoski palant udaję ze nie zna polskiego.
Mój chłopak nie komentuję mojej choroby... nic nie mówi, nie patrzy, udaję że nie widzę. Wczoraj w nocy spytałam się go czy jak dobiję 40kg zauważy mnie. Powiedział żebym sprawdziła. Gubię się w tym wszystkim, wiem że mnie kocha, wiem ze się martwi, ale chciała bym to zobaczyć. Poczuć na własnej skórze. Usłyszeć "Proszę przestań, dla mnie" Bo dla kogo mam zdrowieć? Dla siebie? Dla siebie to ja skoczę niedługo z mostu, dla niego żyję, ale nie prosi mnie o zdrowienie. Jak to w psychiatryku kazali nam mówić "Czuję złość na niego" I to jaką, czuję złość na ojca, macochę, siostrę, Wszystkich którzy widzieli jak się staczam i nic nie powiedzieli, milczeli i udawali że jest spoko. Ha robią to dalej
Optymistycznie was żegnam. Mam nadzieję ze upiję się dziś do nieprzytomności!


Mam cholernie podobny nastrój. Aż dziwnie mi to czytać, zbyt rozumiem co czujesz.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci Twojej patologicznej chudości, nie mogąc się jednocześnie doczekać dnia, kiedy przestanie być ona dla Ciebie najważniejsza. Wołasz o pomoc a nikt nie słyszy. Śmierci też mogą nie zauważyć. Czy warto?
Mam nadzieję, że zatrzymasz się w tym chudnięciu.
Trzymaj się.
Kochana, wiem co czujesz,ponieważ też mam ED.
OdpowiedzUsuńPrzechodziłam przez chyba już wszystko co związane z ED.
Teraz wróciłam do Any..
Jeśli będziesz chciała popisać kiedyś to możesz napisać do mnie na GG- 41458354.
Trzymaj się kochana ;*
Rozumiem Cię. Chyba sporo nas łączy. Borykam się z czymś podobnym. Pierw anoreksja, potem bulimia. Tak na okrągło. Poza tym przez wiele lat nikt nawet nie zauważył, że jestem chora, bądź nikt nie chciał widzieć. Nie wiem, jak to jest, ale to boli. Mogłabym tu wiele napisać, ale dziś nie mam na to siły. Trzymaj się. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń