Czemu siedzę cicho?
Czemu nic nie piszę?
Bo jestem obleśna
Tonę w tłuszczu, kości zanikły.
Nie wiem ile ważę....
W każdy dzień planuję głodówkę, a potem? A potem jem, rzygam, jem jabłko, wytrzymuję, jem wafla ryżowego, rzygam.
POMOCY
Czy ktoś mnie słyszy? Widzi?
Tyję, tonę, umieram.
Guz z tyłu na szyi zaczyna rosnąć... Kolejna zmiana nowotworowa?
Jestem wielką śmierdzącą kupą nie szczęścia, chorób, słabej psychiki.
Prozak mnie z ćpał.
Maska na twarzy. Co u Ciebie? Wszystko gra? Tak, jadłam dziś kebaba. Ale tym że go wyrzygałam zaraz później już się nie pochwaliłam... Żałosne.
http://ask.fm/kirri95
Bulimia, anoreksja. Historia nie życia
wtorek, 24 marca 2015
sobota, 14 marca 2015
3.
Źle... tragicznie.... koszmarnie
Byłam u psychiatry, zamiast 20mg prozaku mam 40mg... Super będę bardziej z ćpana.
Wstałam dziś o 15.... znaczy najpierw o 10 pobiegłam do kibla bo się przeczyściłam, a potem znowu poszłam spać. Muszę posprzątać dom bo zaczyna chodzić, do tego jutro wpadają znajomi na dorabianie mi dredków więc musi być czysto. Luby wyjechał na studia więc siedzę sama, głoduję bo pensja się znowu opóźnia o 3 dni <3 cudownie nie mieć co włożyć do ust, dobrze że mam kawę i mleko. Dziś oprócz kawy i papierosów nie miałam nic w ustach, robię detoks od jedzenia bo mam tego wszystkiego dość. W pracy jak jem wszyscy się na mnie gapią. Już nic tam nie zjem oprócz kisielu czy sałatki. Koniec gapienia się na mnie i myślenia czy sie wyrzygam. Choroba wróciła z tysiąc krotną siłą, a ja siły nie mam. Padam na ryj ze zmęczenia. Olewam wszystko, zdrowie, wygląd, chłopaka, porządek, rodzinę. Jedynie myślę o chudości.... super.
Szukam przyjaciół w internecie bo Ci żywi mnie nie rozumieją, gapią się na mnie jak na coś dziwnego, czego nie idzie zrozumieć Mówią tylko "Przecież jesteś chuda" I tylko tyle potrafią.
Dodatkowa informacja która zbiła mnie z tropu to to że mam jakiegoś guza w prawej piersi 4cm... mam mieć biopsje by zobaczyć czy to groźne. Rzygać mi się chcę jak o tym myślę, rzygać czy płakać? W sumie to jedno i drugie, przecież robię to na zmianę. Umiem tylko rzygać i płakać. Brawo jestem cudowna </3
http://ask.fm/kirri95 <- taaa założyłam aska... po co? ni cholera nie wiem, chyba się najzwyczajniej nudzę.
Jeśli możecie to piszcie do mnie potrzebuję wsparcia.
Każdej nocy mam koszmary związane z psychiatrykiem... boję się jak cholera tego miejsca, myśl że kiedyś mogę tam wrócić przygnębia mnie. Nic do mnie nie trafia. Mam ochotę wziąć cały zapas prozaku i pójść spać. Ale myśl że umrę w takim syfie bez makijażu i jako grubas mnie przygnębia... Żeby umierać trzeba być pięknym, bo tylko w tedy ludzie Cię zapamiętają. Czuję że wszystkich zawodzę, najbardziej mamę.... że nie daję rady i że jestem tak słaba... Każda rozmowa z nią mnie przygnębia mamo PRZEPRASZAM, chciałam byś silna, przestać rzygać, mieć wyjebane tak jak i ty ale nie po trafie. Chcę być tak silna jak ty ale nie umiem. Pamiętam jak byłam małą gówniarą i darłam się na mamę a ona płakała... jak okradałam ją z pieniędzy, jak krzyczałam, wyzywałam i cięłam się.. Jak mogłam ranić tak mamę?! A teraz lepsza nie jestem, chodź nie krzyczę, nie tnę się, nie wyzywam, to rzygam głoduję i umieram... Już sama nie wiem co gorszę.
Mamo przepraszam
Byłam u psychiatry, zamiast 20mg prozaku mam 40mg... Super będę bardziej z ćpana.
Wstałam dziś o 15.... znaczy najpierw o 10 pobiegłam do kibla bo się przeczyściłam, a potem znowu poszłam spać. Muszę posprzątać dom bo zaczyna chodzić, do tego jutro wpadają znajomi na dorabianie mi dredków więc musi być czysto. Luby wyjechał na studia więc siedzę sama, głoduję bo pensja się znowu opóźnia o 3 dni <3 cudownie nie mieć co włożyć do ust, dobrze że mam kawę i mleko. Dziś oprócz kawy i papierosów nie miałam nic w ustach, robię detoks od jedzenia bo mam tego wszystkiego dość. W pracy jak jem wszyscy się na mnie gapią. Już nic tam nie zjem oprócz kisielu czy sałatki. Koniec gapienia się na mnie i myślenia czy sie wyrzygam. Choroba wróciła z tysiąc krotną siłą, a ja siły nie mam. Padam na ryj ze zmęczenia. Olewam wszystko, zdrowie, wygląd, chłopaka, porządek, rodzinę. Jedynie myślę o chudości.... super.Szukam przyjaciół w internecie bo Ci żywi mnie nie rozumieją, gapią się na mnie jak na coś dziwnego, czego nie idzie zrozumieć Mówią tylko "Przecież jesteś chuda" I tylko tyle potrafią.
Dodatkowa informacja która zbiła mnie z tropu to to że mam jakiegoś guza w prawej piersi 4cm... mam mieć biopsje by zobaczyć czy to groźne. Rzygać mi się chcę jak o tym myślę, rzygać czy płakać? W sumie to jedno i drugie, przecież robię to na zmianę. Umiem tylko rzygać i płakać. Brawo jestem cudowna </3
http://ask.fm/kirri95 <- taaa założyłam aska... po co? ni cholera nie wiem, chyba się najzwyczajniej nudzę.
Jeśli możecie to piszcie do mnie potrzebuję wsparcia.
Każdej nocy mam koszmary związane z psychiatrykiem... boję się jak cholera tego miejsca, myśl że kiedyś mogę tam wrócić przygnębia mnie. Nic do mnie nie trafia. Mam ochotę wziąć cały zapas prozaku i pójść spać. Ale myśl że umrę w takim syfie bez makijażu i jako grubas mnie przygnębia... Żeby umierać trzeba być pięknym, bo tylko w tedy ludzie Cię zapamiętają. Czuję że wszystkich zawodzę, najbardziej mamę.... że nie daję rady i że jestem tak słaba... Każda rozmowa z nią mnie przygnębia mamo PRZEPRASZAM, chciałam byś silna, przestać rzygać, mieć wyjebane tak jak i ty ale nie po trafie. Chcę być tak silna jak ty ale nie umiem. Pamiętam jak byłam małą gówniarą i darłam się na mamę a ona płakała... jak okradałam ją z pieniędzy, jak krzyczałam, wyzywałam i cięłam się.. Jak mogłam ranić tak mamę?! A teraz lepsza nie jestem, chodź nie krzyczę, nie tnę się, nie wyzywam, to rzygam głoduję i umieram... Już sama nie wiem co gorszę.Mamo przepraszam
sobota, 7 marca 2015
2.
Papieros, mokre dredy, Łzy w głośnikach i mogę pisać.
Ostatnio myśli mi przepływały przez głowę "Czemu czekolada?". Tak rozważałam czemu jem czekoladę a potem biegnę do kibla wyrzygać całe 500kcal.... I doszłam do wniosku że uwielbiam jak spada mi cukier, uczucie kiedy cała się trzęsę i nie mam na nic siły. Czemu? Trudniej to wytłumaczyć, ale mam wrażenie że to dlatego że chcę być bezbronna. Wszyscy uważają mnie za silną osobę, samodzielną, taką która zawsze daję sobie radę. A ja chcę być mała krucha i bezbronna. Mieć rycerza który mnie broni, otaczać się przyjaciółmi którzy się martwią.I dlatego spadek cukru jest cudowny, bo wtedy trzeba mnie ratować.
Jak idzie mi leczenie? Nie idzie, wymiotuje to co zjem, a potem głoduję, właśnie znowu nic nie jem od rana, bo impreza wieczorem i trzeba wyglądać chudo.
Wszyscy mówią że znowu schudłam... Nie wiem nie widzę tego, ale tak mówią praktycznie wszyscy, słyszę że wyglądam co raz gorzej. Hah a ja chcę jeszcze troszeczkę mniej.
Idę na siłownie jak dostanę pensję, chciałam iść na konie ale mnie nie stać.... Super.
Nie mam pieniędzy, papierosy się kończą kawa się kończy... kocia karma się kończy... Byle do 13 i przyjdzie marna wypłata....
Prosiliście o zdjęcie mojej sylwetki, nie mam aktualnych zdjęć, ale mam takie z przed miesiąca
Wiem że nie widać na nich dokładnie, ale lepszych nie mam. Generalnie kości widać, znajomi się śmieją że to nie talia a miednica...
Wiem że wyglądam źle, że nikomu już to się nie podoba... ale ja chcę jeszcze troszeczkę, minimalnie. Nie życzę nikomu by wiedział jak ta walka jest bez sensowna, jak nic się nie da zrobić. Nienawidzę codziennego bicia się z myślami że będę zdrowa, ale gruba, lub będę chuda ale chora... Nie rozmawiam już z nikim o mojej chorobie, bo mam dość użalania się nade mną. Nie chce słuchać że jestem biedna, chcę usłyszeć że mam się wziąć w garść i nie płakać.
Chcę być silna.
Przygnębia mnie fakt że nie mogę znaleźć nowej pracy... Nikt mnie nie chcę u siebie w biurze, nawet do mnie nie oddzwaniają.... Do tego walczę z byłym pracodawcą żeby wysłał mi PITY, wszystko spoko tylko czemu muszę się z nim kłócić po angielsku, czemu włoski palant udaję ze nie zna polskiego.
Mój chłopak nie komentuję mojej choroby... nic nie mówi, nie patrzy, udaję że nie widzę. Wczoraj w nocy spytałam się go czy jak dobiję 40kg zauważy mnie. Powiedział żebym sprawdziła. Gubię się w tym wszystkim, wiem że mnie kocha, wiem ze się martwi, ale chciała bym to zobaczyć. Poczuć na własnej skórze. Usłyszeć "Proszę przestań, dla mnie" Bo dla kogo mam zdrowieć? Dla siebie? Dla siebie to ja skoczę niedługo z mostu, dla niego żyję, ale nie prosi mnie o zdrowienie. Jak to w psychiatryku kazali nam mówić "Czuję złość na niego" I to jaką, czuję złość na ojca, macochę, siostrę, Wszystkich którzy widzieli jak się staczam i nic nie powiedzieli, milczeli i udawali że jest spoko. Ha robią to dalej
Optymistycznie was żegnam. Mam nadzieję ze upiję się dziś do nieprzytomności!
Wiem że nie widać na nich dokładnie, ale lepszych nie mam. Generalnie kości widać, znajomi się śmieją że to nie talia a miednica...
Wiem że wyglądam źle, że nikomu już to się nie podoba... ale ja chcę jeszcze troszeczkę, minimalnie. Nie życzę nikomu by wiedział jak ta walka jest bez sensowna, jak nic się nie da zrobić. Nienawidzę codziennego bicia się z myślami że będę zdrowa, ale gruba, lub będę chuda ale chora... Nie rozmawiam już z nikim o mojej chorobie, bo mam dość użalania się nade mną. Nie chce słuchać że jestem biedna, chcę usłyszeć że mam się wziąć w garść i nie płakać.
Chcę być silna.
Przygnębia mnie fakt że nie mogę znaleźć nowej pracy... Nikt mnie nie chcę u siebie w biurze, nawet do mnie nie oddzwaniają.... Do tego walczę z byłym pracodawcą żeby wysłał mi PITY, wszystko spoko tylko czemu muszę się z nim kłócić po angielsku, czemu włoski palant udaję ze nie zna polskiego.
Mój chłopak nie komentuję mojej choroby... nic nie mówi, nie patrzy, udaję że nie widzę. Wczoraj w nocy spytałam się go czy jak dobiję 40kg zauważy mnie. Powiedział żebym sprawdziła. Gubię się w tym wszystkim, wiem że mnie kocha, wiem ze się martwi, ale chciała bym to zobaczyć. Poczuć na własnej skórze. Usłyszeć "Proszę przestań, dla mnie" Bo dla kogo mam zdrowieć? Dla siebie? Dla siebie to ja skoczę niedługo z mostu, dla niego żyję, ale nie prosi mnie o zdrowienie. Jak to w psychiatryku kazali nam mówić "Czuję złość na niego" I to jaką, czuję złość na ojca, macochę, siostrę, Wszystkich którzy widzieli jak się staczam i nic nie powiedzieli, milczeli i udawali że jest spoko. Ha robią to dalej
Optymistycznie was żegnam. Mam nadzieję ze upiję się dziś do nieprzytomności!
środa, 25 lutego 2015
1.
Wiem że wielu mnie już zna.
Jedni z realnego życia inni z tego wirtualnego.
Ci pierwsi często nie znają mojej choroby, ta druga kategoria zna mnie od strony choroby.
Czemu nowy blog? Bo stary to historia mojej choroby, tego najgorszego stanu. Tu chcę przedstawiać wam codzienną walkę z choroba, nie chowanie się za nią nie uleganie głupim głosom.
Moja historia? Mało nadzwyczajna. Chodź może jednak jedyna w swoim rodzaju.
Zachorowałam w liceum, bo głupie głosy innych mówiły TY GRUBASIE, a młoda dziewczyna wzięła to do siebie. Kilogramy szybko leciały, potem stanęły, zaczęły się głodówki, wymioty, obżarstwo, głodówki, obżarstwo, wymioty. Wszystko razem skondensowane, w różnych konfiguracjach. Doprowadziło to do niedowagi i w pierwszym roku samodzielnego życia, po wyprowadzce trafiłam do szpitala, na leczenie zaburzeń odżywiania. Po dwóch miesiącach siedzenia w szpitalu uciekłam z niego. Aktualnie mija miesiąc mojej wolności, bycia po za szpitalem psychiatrycznym. I nie mam tu dla was dobrych wiadomości.
Czuję się wielkim grubasem, nie było jeszcze dnia bym nie wymiotowała, bym nie patrzyła z obrzydzeniem w lustro. Bym nie nażarła się jak świnia....Doszło do tego że pierwszy raz w życiu zjadłam wielki bochenek chleba... SAMA.
Najpierw myślałam że w szpitalu pozbyłam się koleżanki bulimii i znów wróciła do mnie przyjaciółka anoreksja. Wielkie nadzieje że będę wreszcie chuda (jak bym nie była... mam 10kg niedowagi), że nie będę wydawać pieniędzy na żarcie... Och wielkie rozczarowanie.... Istnieje coś takiego jak uzależnienie od jedzenia.... i z głową spuszczoną w dół mówię TAK... nie umiem jeść normalnie... jestem narkomanką, ale śmieszne jest to że moim narkotykiem jest to co jest mi potrzebne do życia. Ha jeszcze śmieszniejsze jest to ze jedzenie to to czego nienawidzę, o to co mnie unieszczęśliwia...
Myślę jak sobie poradzić z tym uzależnieniem... i mam mały mętlik w głowie, bo w sytuacji kiedy rzucasz narkotyki, fajki czy alkohol to rzucasz rzeczy bez których da się funkcjonować.. Życie bez jedzenia? Ha niewykonalne, po miesiącu umierasz... Więc jak tu zrobić detoks? Głodóweczka dwu trzy dniowa? To lekarstwo dla mojej anoreksji... Jedzenie z umiarem? To nie możliwe dla bulimiczki....
Stworzyłam pewien plan. Nauczona na życiu w psychiatryku wiem że na początku powinnam jeść małe porcje 50% małego posiłku 3 razy dziennie. Żeby przyzwyczaić się do głodu, nasycenia i by skurczyć rozciągnięty żołądek po wepchnięciu do niego całego bochenka chleba.
Czy mi się uda? Jak może mi się udać jak nie udało mi sie nawet wśród psychiatrów 24/7?! A tak że skończyłam z kłamstwem, skończyłam za chowaniem się za chorobą. Postanawiam nie nosić pieniędzy przy sobie by nie pójść i nie kupić jedzenia. Postanawiam robić zakupy z moim partnerem i w spół lokatorem, by kontrolował co jem. Postanowiłam być szczera wobec siebie. Nie ma usprawiedliwienia, że jestem niedożywiona dlatego rzucam się na jedzenie... Czy a jestem bezmózgim stworzeniem żeby żreć jak kretynka?!
Czas sobie zadać pytanie, Czemu jem? Ha odpowiedź jest bardzo łatwa... Bo wmówiłam sobie że to tylko potrafię... Potrafię tylko żreć. To kłamstwo wszyscy o tym wiem, to moja choroba mówi że tylko to potrafię... Lubię tworzyć, lubię malować, śpiewać, grać, poznawać. I to wszystko robię dobrze, przez chorobę przestałam to robić. Zaczynamy na nowo.
Proszę was o rozsyłanie linka do tego bloga
Nie jest to blog dla dziewczyn które chcą być chude
Mam nadzieja że to co tu piszę pomoże nie tylko chorym ale i współuzależnionym z walką z tą paskudną chorobą.
Nie obiecuję że zawsze dam radę, że nie będę narzekać na swój wygląd. Będą wzloty i upadki, ale one gdzieś doprowadzą.... gdzie? Zobaczymy
anoreksjabulimiahiostrianiezycia.blogspot.com
ps. Tak na marginesie zostało mi 75 zł do 15 marca.... najnormalniej nie stać mnie na żarcie....
ps. Tak na marginesie zostało mi 75 zł do 15 marca.... najnormalniej nie stać mnie na żarcie....
Subskrybuj:
Posty (Atom)

