środa, 25 lutego 2015

1.

Wiem że wielu mnie już zna.
Jedni z realnego życia inni z tego wirtualnego.
Ci pierwsi często nie znają mojej choroby, ta druga kategoria zna mnie od strony choroby. 
Czemu nowy blog? Bo stary to historia mojej choroby, tego najgorszego stanu. Tu chcę przedstawiać wam codzienną walkę z choroba, nie chowanie się za nią nie uleganie głupim głosom. 
Moja historia? Mało nadzwyczajna. Chodź może jednak jedyna w swoim rodzaju.
Zachorowałam w liceum, bo głupie głosy innych mówiły TY GRUBASIE, a młoda dziewczyna wzięła to do siebie. Kilogramy szybko leciały, potem stanęły, zaczęły się głodówki, wymioty, obżarstwo, głodówki, obżarstwo, wymioty. Wszystko razem skondensowane, w różnych konfiguracjach. Doprowadziło to do niedowagi i w pierwszym roku samodzielnego życia, po wyprowadzce trafiłam do szpitala, na leczenie zaburzeń odżywiania. Po dwóch miesiącach siedzenia w szpitalu uciekłam z niego. Aktualnie mija miesiąc mojej wolności, bycia po za szpitalem psychiatrycznym. I nie mam tu dla was dobrych wiadomości.
Czuję się wielkim grubasem, nie było jeszcze dnia bym nie wymiotowała, bym nie patrzyła z obrzydzeniem w lustro. Bym nie nażarła się jak świnia....Doszło do tego że pierwszy raz w życiu zjadłam wielki bochenek chleba... SAMA. 
Najpierw myślałam że w szpitalu pozbyłam się koleżanki bulimii i znów wróciła do mnie przyjaciółka anoreksja. Wielkie nadzieje że będę wreszcie chuda (jak bym nie była... mam 10kg niedowagi), że nie będę wydawać pieniędzy na żarcie... Och wielkie rozczarowanie.... Istnieje coś takiego jak uzależnienie od jedzenia.... i z głową spuszczoną w dół mówię TAK... nie umiem jeść normalnie... jestem narkomanką, ale śmieszne jest to że moim narkotykiem jest to co jest mi potrzebne do życia. Ha jeszcze śmieszniejsze jest to ze jedzenie to to czego nienawidzę, o to co mnie unieszczęśliwia... 
Myślę jak sobie poradzić z tym uzależnieniem... i mam mały mętlik w głowie, bo w sytuacji kiedy rzucasz narkotyki, fajki czy alkohol to rzucasz rzeczy bez których da się funkcjonować.. Życie bez jedzenia? Ha niewykonalne, po miesiącu umierasz... Więc jak tu zrobić detoks? Głodóweczka dwu trzy dniowa? To lekarstwo dla mojej anoreksji... Jedzenie z umiarem? To nie możliwe dla bulimiczki....
Stworzyłam pewien plan. Nauczona na życiu w psychiatryku wiem że na początku powinnam jeść małe porcje 50% małego posiłku 3 razy dziennie. Żeby przyzwyczaić się do głodu, nasycenia i by skurczyć rozciągnięty żołądek po wepchnięciu do niego całego bochenka chleba.
Czy mi się uda? Jak może mi się udać jak nie udało mi sie nawet wśród psychiatrów 24/7?! A tak że skończyłam z kłamstwem, skończyłam za chowaniem się za chorobą. Postanawiam nie nosić pieniędzy przy sobie by nie pójść i nie kupić jedzenia. Postanawiam robić zakupy z moim partnerem i w spół lokatorem, by kontrolował co jem. Postanowiłam być szczera wobec siebie. Nie ma usprawiedliwienia, że jestem niedożywiona dlatego rzucam się na jedzenie... Czy a jestem bezmózgim stworzeniem żeby żreć jak kretynka?! 
Czas sobie zadać pytanie, Czemu jem? Ha odpowiedź jest bardzo łatwa... Bo wmówiłam sobie że to tylko potrafię... Potrafię tylko żreć. To kłamstwo wszyscy o tym wiem, to moja choroba mówi że tylko to potrafię... Lubię tworzyć, lubię malować, śpiewać, grać, poznawać. I to wszystko robię dobrze, przez chorobę przestałam to robić. Zaczynamy na nowo.
Proszę was o rozsyłanie linka do tego bloga
Nie jest to blog dla dziewczyn które chcą być chude
Mam nadzieja że to co tu piszę pomoże nie tylko chorym ale i współuzależnionym z walką z tą paskudną chorobą.
Nie obiecuję że zawsze dam radę, że nie będę narzekać na swój wygląd. Będą wzloty i upadki, ale one gdzieś doprowadzą.... gdzie? Zobaczymy
anoreksjabulimiahiostrianiezycia.blogspot.com 
ps. Tak na marginesie zostało mi 75 zł do 15 marca.... najnormalniej nie stać mnie na żarcie....